Home / Aktualności / Byłem tam!

Byłem tam!

rakowski-2

Z wielu rzeczy możemy być dumni. Z tego, że dane nam było poczucie prawdziwej wspólnoty. Kto był na placu Dąbrowskiego, ten wie, o czym piszę, a kto nie był – trudno, może nie zrozumie.

Kilka godzin po prezydenckiej decyzji o zawetowaniu dwóch ustaw niełatwo skreślić kilka zdań o manifestacjach na placu Dąbrowskiego. Kilka tysięcy ludzi nie stanęło „obok siebie”, my naprawdę byliśmy razem, ze wspólną troską o Polskę, z ogromną wzajemną życzliwością. Gdy spotkało się wzrok nieznanej wcześniej osoby, to wymieniało się uśmiech, skinienie głowy. Byliśmy razem. I będziemy.

aaaa_DSC8945

Stanęliśmy my – adwokaci, sędziowie, prawnicy innych profesji, ale byliśmy na szczęście w zdecydowanej mniejszości. Bo to nie były manifestacje prawników odrywanych od koryta. Można ironizować, że dołączyły do nas „ubeckie wdowy” i „wszelkiej maści kanalie”. A bez ironii można jedynie wyrazić radość, że przyszło wielu ludzi młodych. I jak przyszli raz, to przychodzili ponownie, z kolegami. Może za pierwszym razem wpadli z ciekawości, zrobić „fotki na fejsa”, ale działacze rządzącej sekty zrobili wszystko, by już na placu zostali. Lżenie ich i ignorowanie mogło przynieść tylko jeden efekt.

aaaa

Wśród mówców byli bohaterowie dawnej opozycji. Bałem się, że przywoływanie przez nich wydarzeń sprzed kilkudziesięciu lat znudzi młodszych demonstrantów, dla nich przecież strajki studenckie to jak dla mnie powstanie styczniowe. Było inaczej. Słuchali. Chcieli słuchać. Bywało, że w oczach mieli łzy.

Mnie też dane było stanąć z mikrofonem na schodach wiodących do Sądu. W niedzielę, po zgłoszeniu bandyckiego projektu ustawy o SN, manifestacja była od początku do końca spontaniczna, lider KOD otworzył zgromadzenie i… zapytał, kto z prawników chce przemawiać. Nie wiem, czy chciałem. Musiałem. Główną tezę swego wystąpienia odnalazłem potem w prasowych tytułach – „nie byliśmy na grillu, gdy w Polsce obalano demokrację”.

We wtorek czułem, że jest we mnie coraz mniej nadziei. Może sprawił to jakiś sondaż, wskazujący, że poparcie dla sekty rośnie, może świadomość ogromu niegodziwości. W oczach przyjaciół z placu też tej nadziei nie umiałem odnaleźć. Mówiłem zatem chyba jak na pogrzebie, nie mogąc ukryć przygnębienia. I wtedy zrozumiałem, że ci ludzie, którzy mnie słuchają, myślą to samo co ja, też nie wierzą w dobry scenariusz, w opamiętanie nowych panów Polski. A mimo to przyszli, stoją, krzyczą. I przyjdą następnego dnia, i następnego, nawet jeśli nie będzie już nadziei, to pozostaną wierni sobie do końca.

Czwartek w stolicy. Tłum. Kamila Gasiuk-Pihowicz witana jak gwiazda rocka. Mądre i stanowcze głosy polityków opozycji. Może naprawdę coś zrozumieli… Potem pod sejm. Barierki, kordony policji. Tysiące ludzi. Polaków. Młodych Polaków.

Piątek w Łodzi.„Prezydencie – Przysięgałeś!”. Trzy razy intonowałem ten okrzyk. Tłum skandował z wielką siłą i chyba z wiarą. Nie musiałem myśleć nad tym wystąpieniem. Trzeba było przypomnieć rotę prezydenckiego ślubowania. I to, że zostało złożone z dodaniem słów „tak mi dopomóż Bóg”.

Sobota w stolicy. Do końca nie wiemy, gdzie i o której główny wiec, w mediach szum informacyjny. Trafiamy pod pałac prezydencki na demonstrację Partii Razem i Zielonych. Krzyczymy z nimi. Hasła przecież te same i ta sama wiara w podstawowe wartości. Potem pod Sąd Najwyższy.„Łódź-Warszawa wspólna sprawa” – krzyczą ludzie. Rety, dlaczego nie mamy flagi z łódką…

Niedziela. Łódź. Plac Dąbrowskiego. Tłum jeszcze większy. A ja, patrząc wokół, myślę, że nam w dużym mieście jest łatwiej. Poczułem, że łzy napływają mi do oczu, gdy przypomniałem sobie zdjęcia manifestacji pod Sądem Rejonowym w Ropczycach – dwóch chłopaków z flagą i napisem ze zniczy „3×veto”. Gdy wspomniałem, co czytałem o człowieku z Sierpca, który najpierw pod sądem stał sam; o pikiecie w Pajęcznie, której trzydziestu uczestników z pewnością nie wyglądało na rekiny wymiaru sprawiedliwości. To są prawdziwi bohaterowie lipcowych wydarzeń.

Poniedziałek. Wiadomość o zawetowaniu ustaw. Choćby dwóch, wspaniale. Dla Andrzeja Dudy przysięga złożona Najjaśniejszej Rzeczpospolitej okazała się ważniejsza od słowa danego prezesowi? Uczucie ulgi. Dziś oczywiście znów na plac. Ducha nie gaśmy – demokracja nadal wymaga naszego udziału i gotowości. Atak na sądy jeszcze się
nie skończył.

aaaa_DSC9088

Ludzie masowo przychodzili bronić niezależności sądownictwa. Ale nie takich sądów, jakie były dotąd – w których za dużo było buty i pychy, a za mało zrozumienia dla zwykłego człowieka, za dużo wymiaru, za mało sprawiedliwości. Dla nas, tych którzy razem stanęli ze świecami i którzy wierzą w niezawisłe sądy, także dla sędziów, którzy wśród nas byli, to wielkie zadanie na przyszłość – naprawić sądownictwo. Naprawić, a nie zniszczyć.
_____
fot. adw. Tomasz Grzeszczak