WARTE UWAGI
Home / AKTUALNE WYDANIE / Rebelianci i Kompradorzy

Rebelianci i Kompradorzy

Zaszły ostatnio dwa wydarzenia polityczne o zasadniczym znaczeniu dla Polski. Pierwsze z nich to decyzja prezydenta Dudy o podpisaniu ustaw o Krajowej Radzie Sądownictwa i Sądzie Najwyższym, a drugie to decyzja Komisji Europejskiej o zastosowaniu pierwszego etapu art. 7 traktatu z Lizbony wobec Polski.

adw. Ryszard Marcinkowski

Oba wydarzenia wymagają komentarza, z których pierwszy jest niemożliwy, bo teksty obu ustaw nie są dostępne ani w opublikowanym Dzienniku Ustaw, ani w programie LEX Omega. Nie mam zwyczaju oceniać norm prawnych, które znam tylko z doniesień medialnych. Aby ocenić ustawę w aspekcie prawnym, należy sprawdzić, jak funkcjonuje ona w praktyce. Nie podzielam poglądu, że sędziowie wybierani do KRS czy SN spośród sędziów pełniących służbę, do tej pory uczciwi i moralni, z dnia na dzień utracą te cechy, a taki przekaz płynie z wypowiedzi I prezes SN o utracie niezawisłości sędziów i sądów po zmianie ustawy o KRS. O ile przyjąć, że taki jest sens tej wypowiedzi, byłoby to obraźliwe dla sędziów i podważałoby przekonanie o trafności ich wyboru do korporacji sędziowskiej jako grupy polskiej inteligencji, kształtującej wymiar sprawiedliwości. Sposób wyboru sędziów nie powinien mieć wpływu na etykę, moralność, uczciwość i realizację idei sprawiedliwości reprezentantów korporacji sędziowskiej.

Moje koleżanki i koledzy w sądzie, z którymi wypadło mi pracować, choć w tamtym czasie marnie opłacani i dzielący los innych grup społecznych, wykonujących niedoceniane „prace umysłowe”, cechowali się poczuciem odpowiedzialności i sensu swojej służby.

Piszę to z pełnym przekonaniem…
…bowiem gdy w stanie wojennym złożyłem, jako jeden z kilku asesorów, podanie o zwolnieniu ze służby, spotkałem się ze zrozumieniem kolegów z sądu powiatowego, których dziś niektórzy, w mojej ocenie niesłusznie, określają jako sędziów z PRL. Dotyczyło to także sędziów z ówczesnego Ministerstwa Sprawiedliwości, choć moje podanie przez wiele miesięcy nie mogło, jak sądzę z przyczyn innych niż merytoryczne, być rozpoznane.

Co do postępowania z art. 7 traktatu lizbońskiego, jako osoba nie trudniąca się polityką, mogę wskazać, że art. 1 tej umowy zmienił następująco traktat z Maastricht:
* Art. 3a ust. 1 traktatu z Lizbony zastąpiono art. 3 ust. 1 traktatu z Maastricht z 7 lutego 1992 r. Zgodnie z artykułem 3b wszelkie kompetencje nieprzyznane Unii w Traktatach należą do Państw Członkowskich.

  1. W art. 3a w ust. 6 zapisano: Dodaje się artykuł 3b, który zastępuje artykuł 5 Traktatu ustanawiającego Wspólnotę Europejską, w brzmieniu:
    Granice kompetencji Unii wyznacza zasada przyznania. Wykonywanie tych kompetencji podlega zasadom pomocniczości i proporcjonalności.
    Zgodnie z zasadą przyznania, Unia działa wyłącznie w granicach kompetencji przyznanych jej przez Państwa Członkowskie w Traktatach do osiągnięcia określonych w nich celów. Wszelkie kompetencje nieprzyznane Unii w Traktatach należą do Państw Członkowskich.
  2. Zgodnie z zasadą pomocniczości, w dziedzinach, które nie należą do jej wyłącznej kompetencji, Unia podejmuje działania tylko wówczas i tylko w takim zakresie, w jakim cele zamierzonego działania nie mogą zostać osiągnięte w sposób wystarczający przez Państwa Członkowskie, zarówno na poziomie centralnym, jak i regionalnym oraz lokalnym, i jeśli ze względu na rozmiary lub skutki proponowanego działania możliwe jest lepsze ich osiągnięcie na poziomie Unii.
  3. Instytucje Unii stosują zasadę pomocniczości zgodnie z Protokołem w sprawie stosowania zasad pomocniczości i proporcjonalności. Parlamenty narodowe czuwają nad przestrzeganiem zasady pomocniczości zgodnie z procedurą przewidzianą w tym Protokole.
  4. Zgodnie z zasadą proporcjonalności zakres i forma działania Unii nie wykraczają poza to, co jest konieczne do osiągnięcia celów Traktatów.
    Instytucje Unii stosują zasadę proporcjonalności zgodnie z Protokołem w sprawie stosowania zasad pomocniczości i proporcjonalności.

Art. 8a ust. 1 Traktatu stanowi: Podstawą funkcjonowania Unii jest demokracja przedstawicielska.
W art. 2 traktatu z Lizbony, zmieniającego przepisy traktatu w Maastricht, w którym wyznaczono kompetencje Unii, w ramach zasady granicy praw UE opisanej w art. 3a ust. 1 traktatu, i art. 3b traktatu wprowadzającego zasadę przyznania, określono kompetencje wyłączne UE i kompetencje dzielone:

W zamieszczonym w tej części art. 2b.

  1. Unia ma wyłączne kompetencje w następujących dziedzinach:
    a) unia celna;
    b) ustanawianie reguł konkurencji niezbędnych do funkcjonowania rynku wewnętrznego;
    c) polityka pieniężna w odniesieniu do Państw Członkowskich, których walutą jest euro;
    d) zachowanie morskich zasobów biologicznych w ramach wspólnej polityki rybołówstwa;
    e) wspólna polityka handlowa.
  2. Unia ma także wyłączną kompetencję do zawierania umów międzynarodowych, jeżeli ich zawarcie zostało przewidziane w akcie prawodawczym Unii lub jest niezbędne do umożliwienia Unii wykonywania jej wewnętrznych kompetencji lub w zakresie, w jakim ich zawarcie może wpływać na wspólne zasady lub zmieniać ich zakres.

Artykuł 2c oznaczył kompetencje dzielone jako:

  1. Unia dzieli kompetencje z Państwami Członkowskimi, jeżeli Traktaty przyznają jej kompetencje, które nie dotyczą dziedzin określonych w artykułach 2b i 2e.
  2. Kompetencje dzielone między Unią a Państwami Członkowskimi stosują się do następujących głównych dziedzin:
    a) rynek wewnętrzny;
    b) polityka społeczna w odniesieniu do aspektów określonych w niniejszym Traktacie;
    c) spójność gospodarcza, społeczna i terytorialna;
    d) rolnictwo i rybołówstwo, z wyłączeniem zachowania morskich zasobów biologicznych;
    e) środowisko naturalne;
    f) ochrona konsumentów;
    g) transport;
    h) sieci transeuropejskie;
    i) energia;
    j) przestrzeń wolności, bezpieczeństwa i sprawiedliwości;
    k) wspólne problemy bezpieczeństwa w zakresie zdrowia publicznego w odniesieniu do aspektów określonych w niniejszym Traktacie.
  3. W dziedzinach badań, rozwoju technologicznego i przestrzeni kosmicznej Unia ma kompetencje do prowadzenia działań, w szczególności do określania i realizacji programów, jednakże wykonywanie tych kompetencji nie może doprowadzić do uniemożliwienia Państwom Członkowskim wykonywania ich kompetencji.
  4. W dziedzinach współpracy na rzecz rozwoju i pomocy humanitarnej Unia ma kompetencje do prowadzenia działań i wspólnej polityki, jednakże wykonywanie tych kompetencji nie może doprowadzić do uniemożliwienia Państwom Członkowskim wykonywania ich kompetencji.

Wyjaśnienie zapisu art. 2 c ust. 2 pkt j znajduje się w zapisie zmienionego traktatu: tytuł IV dotyczący wiz, azylu, imigracji i innych polityk związanych ze swobodnym przepływem osób zastępuje się tytułem IV:

Przestrzeń wolności, bezpieczeństwa i sprawiedliwości
Zawiera on rozdziały:

  • Rozdział 1: Postanowienia ogólne
  • Rozdział 2: Polityki dotyczące kontroli granicznej, azylu i imigracji
  • Rozdział 3: Współpraca sądowa w sprawach cywilnych
  • Rozdział 4: Współpraca sądowa w sprawach karnych
  • Rozdział 5: Współpraca policyjna.

Mając na uwadze traktaty z Lizbony i z Maastricht, w zakresie, w jakim traktat lizboński nie wprowadzał w nim zmian, brak jest normy szczególnej, w ramach której KE mogłaby wyprowadzić swoje stanowisko, co do prawa ingerowania w proces zmian w systemie wymiaru sprawiedliwości w krajach członkowskich lub unormowań odnoszących się do nielegalnych imigrantów – obcych kulturowo, o nieznanych danych osobowych, pochodzeniu i celach przyjazdu. Tym bardziej, że kwestie bezpieczeństwa publicznego, zgodnie z jednoznacznym zapisem traktatu, należą ekskluzywnie i bez jakichkolwiek wyłączeń do państw członkowskich. Trudno uznać, aby…

…nielegalny imigrant
mocą przejściowej woli politycznej przejściowej większości w KE, stawał się uchodźcą i w ramach troski o ochronę praw ludzkich, w tym prawa do azylu, KE mogła podjąć działania polityczne wkraczające w zarezerwowaną traktatowo wyłącznie dla państw członkowskich sferę bezpieczeństwa publicznego. Dotyczy to także troski o praworządność, która w uregulowaniach traktatowych nie ma wprost odniesienia do normy art. 2b i w aspekcie art. 2c nie może być wykładana rozszerzająco, w sprzeczności z traktatową zasadą
przyznania.

Powstaje więc pytanie, o co tak naprawdę KE chodzi, a odpowiedzi na nie warto poszukać na płaszczyźnie interesów, w szczególności gospodarczych, bowiem we współczesnym świecie one decydują o polityce.

Agencja Bloomberg wskazuje na swojej stronie internetowej www.bloomberg.com/amp/view/articles/2017–09–12/how-western-capital-colonized-eastern-europe, że państwa postkomunistyczne zostały skolonizowane przez zachodni kapitał. Podaje dane FDI/GDP i wykresy obrazujące stopnień wykupienia banków postkomunistycznych. Cytuje poważną opinię firmy analitycznej Filip Novokmet, Thomas Piketty i Gabriel Zucman (http://gabriel-zucman.eu/files/NPZ2017. Pdf ), określającą kraje wschodniej Europy jako „foreign-owned countries”. Czyli kraje posiadane przez zagranicę.

Analitycy ekonomiczni określają także kapitalizm w krajach postkomunistycznych, w tym w Polsce, jako „peryferyjny kapitalizm zależny”, co w sensie ekonomicznym oznacza m.in., że firmy zakładane przez zachodni kapitał w Polsce wytwarzają półprodukty, komponenty lub produkty sprzedawane do firmy matki po kosztach wytworzenia, a tym samym bez marży, co skutkuje niepłaceniem podatku CIT w RP, a w to miejsce dochody firm i przychody budżetowe są realizowane w krajach pochodzenia kapitału. Net International Investment Position, czyli międzynarodowa pozycja inwestycyjna netto, jest bardzo ważnym wskaźnikiem bogactwa kraju i jego realnej siły. W Polsce nie był on publikowany. Mówiąc krótko – kapitał z państw starej unii inwestuje w Europie Wschodniej, w tym w Polsce, a obywatele naszych krajów pracują na inwestorów. Skutkiem tego rosło nam PKB, ale my go nie konsumowaliśmy.

W ocenach analityków ekonomicznych fundamentem siły państwa jest jego własna gospodarka. Siła własnej gospodarki wyznacza miejsce w międzynarodowej hierarchii. Dlatego państwo, w którym dominują w gospodarce obce firmy, nie jest suwerenne, lecz:

zależne od obcego kapitału.
Zmiany, które się dokonują obecnie w Polsce, dotykają w sposób zasadniczy stanu zastanego. Mając na uwadze opinie renomowanych firm trudniących się analizami ekonomicznymi, analizami rynków gospodarczych, czas wyjaśnić tytuł artykułu.

Władze polityczne, które doprowadziły do sytuacji, w której w punkcie wyjścia (1989) cały kapitał był krajowy, a obecnie staliśmy się krajem posiadanym przez zagranicę (samo słowo „own” znaczy posiadać, ale w tej zbitce słownej jako foreign-owned dosłownie tłumaczonej oznacza zagraniczną własność), są przez wielu określane jako kompradorzy. Komprador to z języka portugalskiego. Słownik PWN definiuje – w krajach kolonialnych: miejscowy kupiec, pośredniczący w handlu z metropolią, później członek zamożnej burżuazji.

Mając na uwadze opinie Agencji Bloomberg, a także firmy analitycznej Filip Novokmet, Thomas Piketty i Gabriel Zucman, Polska, jako foreign-owned country rządzony przez „kompradorów”, była miła kapitałowi obcemu.

Stanowisko „kompradorów” nie jest niezrozumiałe i skazane na odrzucenie, bowiem przy założeniu, że za 20–30 lat nasycenie Polski kapitałem obcym osiągnie taki poziom, że kapitał ten zacznie traktować nasz kraj jako miejsce swego funkcjonowania i płacenia podatków, to w ramach przepływu kapitału dojdzie do sytuacji, w której Polacy, mimo że będą mieszkać w kraju niesuwerennym i stanowiącym własność innych podmiotów, w swoich osobistych przychodach będą beneficjantami napływu, a następnie zadomowienia się obcego kapitału. Tej ideologii służyła głoszona przez lata koncepcja, że nie należy robić nic,

wszystko załatwi wolny rynek,
a kapitał nie ma narodowości. Taki proces wywłaszczania społeczeństwa z majątku narodowego i oddawania go w ręce obcego kapitału – w państwie odbieranym przez społeczeństwo jako kolonia lub quasi kolonia – przynosi także pojawienie się sił rewolucyjnych, które kompradorzy nazywają rebeliantami. Rebelianci domagając się suwerenności dla swoich krajów, dążą do ograniczenia zależności od obcego kapitału, który, jak głoszą, eksploatuje ich kraj i społeczeństwo.

W sytuacji gdy „rebelianci”, zgodnie z uregulowaną w traktacie lizbońskim regułą demokracji przedstawicielskiej, zdobywają władzę ustawodawczą i wykonawczą, interesy kapitału stają się zagrożone i zachodzi potrzeba podjęcia działań zaradczych. Sytuacja jest tym bardziej niebezpieczna, gdy rebeliantom udaje się uzyskać znaczące sukcesy w sferze społecznej i poparcie dla nich rośnie, a nadto na bazie własnych pomysłów i działań osiągają sukcesy w dziedzinie gospodarczej. Jest także szczególnie dolegliwym, gdy ów peryferyjny kapitał zależny, z uwagi na poziom kwalifikacji, nisko opłacanych pracowników, staje się liczącym dostawcą części, podzespołów i wyrobów dla firm macierzystych, z którego usług nie sposób nagle zrezygnować, gdy nie daje się zatrzymać czy ograniczyć sukcesów gospodarczych „rebeliantów”.

Stanowisko „rebeliantów” jednak także nie prowadzi do jednoznacznych wniosków. Siła kapitału międzynarodowego jest wielka, konflikt z nim jest ryzykowny, a sukces działań nie jest zagwarantowany.

„Rebelianci w Polsce”, w odróżnieniu od wielu wcześniejszych ruchów rebelianckich, dysponują pełną władzą wykonawczą i samodzielną większością ustawodawczą w około 40-milionowym europejskim społeczeństwie, dobrze wykształconym, pracowitym i głodnym sukcesu. Mają coraz silniejsze media i z uwagi na swoje działania socjalne – silne poparcie społeczne. Siła gospodarcza Polski, także polskiego kapitału, jest coraz większa, zaś tempo zmian technologicznych tak duże, że przewaga technologiczna sprzed 10 lat nie gwarantuje dominacji: wprowadzanie nowych technologii pozwala na przeskoczenie wielu etapów. Wykształcenie, pracowitość, głód sukcesu i znajomość nowoczesnych wzorców działania może pozwolić na szybki rozwój technologiczny i gospodarczy. Słabością jest brak kapitału, ale ostatnie dwa lata pokazały, że i tu istnieją rezerwy.
W tym stanie „kompradorzy” i „rebelianci” muszą pozostawać w głębokim konflikcie – wynika on z samej istoty ich stosunku do państwa, społeczeństwa i uznawanej metodologii rozwoju.

Obie strony dysponują obecnie możliwością oddziaływania na społeczeństwo za pomocą mediów. Wprawdzie „kompradorzy” mają dwie stacje telewizyjne i większość gazet, ale telewizja publiczna, będąca w rękach „rebeliantów” coraz silniej wpływa na nastroje społeczne. Rośnie siła gazet „rebeliantów”, które, w odróżnieniu od słabnących gazet „kompradorów”, stale zwiększają swoją sprzedaż.

Konflikt „rebelianci – kompradorzy” powoduje, że np. TVN i TVP prezentują informacje

z dwóch zupełnie różnych krajów.
Pierwsza wspierająca „kompradorów” stanowi tubę dla prezentowanych przez polityków polskich i zagranicznych negatywnych dla Polski informacji i ocen, zgodnie z hasłem ulica i zagranica, unikając informacji dla „rebeliantów” korzystnych, a druga koncentruje się na działaniach socjalnych i sukcesach gospodarczych „rebeliantów” oraz aferowych wydarzeniach dotyczących „kompradorów”. Oba przekazy, z uwagi na wybiórczość tematów, nie są obiektywne. Notowania sondażowe dowodzą, że przekaz „rebeliantów” celniej trafia do przeciętnego polskiego obywatela, zaś działania KE wspierane przez przewodniczącego RE, że przekaz „kompradorów”, w ramach międzynarodówki liberalnej, kształtuje opinie mediów poza Polską.

Siłą „kompradorów”, poza poparciem obcego kapitału, jest zastany układ we władzach Unii, choć ta przewaga, w toku realizacji procedury z art. 7, może zniknąć wobec renesansu ruchów narodowych w krajach UE. Już dziś wiadomo, że „kompradorzy” nie będą mogli liczyć na taki sam skład posłów do nowego PE. Diametralnie odmienna będzie reprezentacja np. Niemiec, Francji, Austrii czy Polski. Nie sposób jednak stwierdzić, że wpłynie to na wzmocnienie pozycji międzynarodowej „rebeliantów”.
Siłą „kompradorów” jest wpływ wspierającego ich medium –„Gazety Wyborczej” – która choć słabnie w Polsce, wciąż ma bardzo duże znaczenie dla liberalnych mediów europejskich.

Wewnętrzną siłą „rebeliantów”, poza pełnią władzy centralnej, jest poziom wykształcenia, pracowitość, głód sukcesu, konserwatywna mentalność i złe doświadczenia historyczne Polaków. Tej siły dostarczyła też nowa wizja państwa zrywająca z ideą obojętności na problemy społeczne i katastrofę demograficzną, traktującego dzieci czy starych jako prywatną sprawę rodzin. Świadczenia socjalne, wspierany przez państwo rozwój gospodarczy, ceniona w konserwatywnym społeczeństwie troska o dzieci i rodzinę, realizacja haseł – przyniosły zaufanie i poparcie społeczne na poziomie 40–50 proc.

„Rebelianci” mają także więcej przekonania w słuszność swoich działań. Bogaci, bezideowi i syci „kompradorzy” stoją przeciwko głodnym sukcesu, rewanżu (może nawet odwetu), ideowym „rebeliantom”. W aspekcie siły woli znamienne jest, że prezydent Duda podpisał ustawy o KRS i SN w kilka godzin po publicznym ogłoszeniu przez przewodniczącego KE wszczęcia postępowania z art. 7 traktatu lizbońskiego wobec Polski. Dowodzi to nie tylko zwarcia szeregów, ale także determinacji, poczucia słuszności i wiary w sukces.
Zewnętrznie „rebelianci” mogą liczyć na postępujący wzrost niezadowolenia społecznego w krajach starej unii, związany w pojawieniem się obcych konsumentów znacznej części środków socjalnych, problemów z bezpieczeństwem publicznym, nietolerancji mniejszości wobec większości, a nawet wręcz totalitarnej dyktatury poprawności politycznej wykluczającej większość z debaty publicznej. W konsekwencji narastania w tych krajach nastrojów prawicowo-narodowych, ergo oczekiwanego nowego rozdania we władzach UE, a także większego zrozumienia i poparcia dla idei „rebeliantów z Polski”.

Otwarty konflikt z Polską,
która pokazuje niezależność, a po wdrożeniu procedury art. 7 przyjęła wyzwanie KE, manifestując zwarcie szeregów władzy i gotowości do konfliktu, nie jest na rękę UE i nie umocni pozycji KE. Po Brexicie jest to kolejny poważny spór wewnętrzny Unii.
Co więcej – Polska jako kraj zdecydowanie dążący do zwiększenia swojego bezpieczeństwa militarnego, jest oczekiwanym konsumentem – nabywcą nowoczesnego sprzętu wojskowego. Już pierwsze informacje o możliwości współpracy polsko-francuskiej w budowie okrętów podwodnych znalazły wyraz w negatywnych reakcjach części prasy francuskiej wobec decyzji KE. Modernizacja armii i zapowiadany wzrost jej siły prowadzi do sytuacji, w której kraj „rebeliantów”, mający dobre stosunki wojskowe z USA, a być może w niedługim czasie pierwszy sojusznik w regionie, stanie się fundamentalnym czynnikiem bezpieczeństwa zewnętrznego UE. Takich faktów nikt przy zdrowych zmysłach nie może lekceważyć.

W tym otoczeniu zewnętrznym i wewnętrznym trudno ocenić, jak potoczą się losy tego konfliktu. Nie będzie on korzystny dla Polski, ale także dla UE. Najbardziej przewidywalny scenariusz jest taki, że siła faktów dokonanych zwycięży i obie strony w przyszłości konflikt wyciszą. Nie można jednak wykluczyć, że Polska ze swoją narracją narodową, jako przeszkodą do budowania Stanów Zjednoczonych Europy, będzie nakłaniana działaniami KE do Polexitu, choć wzrost nastrojów prawicowo-narodowych w krajach UE i – spowodowanych masową, nielegalną imigracją problemów wewnętrznych – rosnącą popularnością idei „rebeliantów” także wśród społeczeństw Unii, uczyni tę perspektywę mało realną. Jeżeli jednak kraj „rebeliantów” wyjdzie z tej konfrontacji zwycięsko, a co najmniej jej nie przegra, to jego pozycja w UE wzrośnie do nowego poziomu i układ Paryż-Berlin-Warszawa nie będzie fasadowy, ale stanie się rzeczywisty.

Odnoszę wrażenie, że „rebelianci” sądzą, iż Komisja Europejska jest silna wobec słabych i słaba wobec silnych.„Rebelianci”, jak sądzę, wierzą w swoją siłę, determinację i pozytywne rokowania na przyszłość. Z tego powodu władze RP podjęły wyzwanie KE. Jak potoczy się ta rozgrywka – nie wiem, ale mając na uwadze polskie doświadczenia, w których obiektem społecznej nienawiści była sytuacja sowieckiego dyktatu (jak powinniśmy żyć, w co wierzyć i jak postępować), ta decyzja, według wielu inspirowana przez sąsiada z zachodu (także niekochanego), może stać się dla „kompradorów” pocałunkiem śmierci.