Home / AKTUALNE WYDANIE / Jesteś w rowie czy cudzysłowie? O tym, czy cytat i prawo autorskie w filmie mogą utrudnić ci życie.

Jesteś w rowie czy cudzysłowie? O tym, czy cytat i prawo autorskie w filmie mogą utrudnić ci życie.

kedzierski

„Ostatecznym kresem złych i dobrych jest garść popiołu”. I co z nią później zrobić? Jako aspirujący reżyser filmowy zafascynowany Lalką Bolesława Prusa postanowiłem wyreżyserować adaptację tej powieści. Samą historię miałem zamiar wykreować jedynie na wybranych motywach utworu, jednakże ewentualne opracowanie w całości jakiegokolwiek z wątków książki pozostawało dla mnie nadal w pełni osiągalne. Dlaczego więc nie bałem się rozgarniać tego pozytywistycznego popiołu?

Ustawa z 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych przyjęła, że ograniczenia wykorzystywania tekstów kultury upływają po siedemdziesięciu latach od śmierci ich twórcy. Tym samym trafiają one do domeny publicznej, a więc każdy z nas może teraz obcować z „Bogurodzicą, dziewicą” jak tylko chce. Oczywiście wciąż w jupiterze prawa. Co więcej, ze względu na fakt, iż mój film w początkowej fazie miał być tylko projektem szkolnym, korzystanie z dorobku Bolesława Prusa w celach edukacyjnych było dla mnie jeszcze bardziej przystępne, bo zupełnie legalne. Uzasadnia to sama swoboda korzystania przez oświatę z kultury – w przypadku omawiania lektur, wyboru odpowiednich materiałów na lekcję czy przeprowadzania egzaminów państwowych – gdyż związane jest to wtedy z obowiązkowym prawnie kształceniem młodzieży. W takim wypadku realizacja mojej autorskiej adaptacji Lalki stała się dozwolona, o ile nie miałaby zostać rozpowszechniona poza ramy nauczycielskiej polemiki z uczniami. A ponieważ finalnie tak też się miało stać, niepewności pojawiły się
przy okazji.

Najłatwiejszym etapem tworzenia Kadmów/Paris Blue/Yellow Lightbulb Nation [tytuł omawianego dzieła – przyp. aut.] okazało się zadbanie o zgodę osób odpowiedzialnych za techniczną stronę produkcji, ponieważ owymi aspektami zająłem się tylko ja sam. Przy okazji należy zauważyć, że samo ustne przyzwolenie aktorów na korzystanie ze scen z ich udziałem nie było równie wystarczające, żebym mógł publicznie, może i nawet komercyjnie, rozporządzać filmem. Zarządzanie wizerunkiem osób trzecich to, zaraz obok poważnej odpowiedzialności, zagadnienie zastrzeżone prawnie. Rozwiązaniem tego problemu okazał się podpisany przez uczestników projektu dokument, który umożliwił mi dobrowolne korzystanie ze zgromadzonego materiału filmowego. Sama idea uzyskania takiej zgody to forma zaufania twórcy projektu i przeświadczenie aktorów, że wypadło się przystępnie.
Otrzymanie upoważnienia do legalnego wykorzystania muzyki osób trzecich było z kolei niemożliwe do uzyskania w tak łatwy sposób. Zrezygnowałem więc z nieosiągalnych prób kontaktu głównie z zagranicznymi kompozytorami, zaczynając kierować się wspomnianym wcześniej limitem siedemdziesięciu lat przy wyborze ścieżki dźwiękowej do filmu. Ten pozornie jednowarstwowy proces okazał się zadaniem bardziej złożonym. Sam fakt śmierci twórcy danej kompozycji nie miał dużego znaczenia, jeśli chciałem wykorzystać jego utwór podlegający już nowym prawom autorskim – osoby legalnie wykonujące muzykę według partytury zmarłego kilkadziesiąt lat twórcy są upoważnione do wszystkich profitów z prób wykorzystania ich nowej własności. W tym przypadku pomocne okazało się odszukiwanie archiwalnych nagrań określonych kompozycji – najlepiej w wykonaniu samego autora – lub posługiwanie się licencjami Creative Commons. Jedną z jej przystępnych odmian jest Uznanie Autorstwa 4.0, które wymaga jedynie odpowiedniego oznaczenia utworu wyjściowego – reszta działalności na jego bazie należy wyłącznie do naszych zachcianek.

Jeśli opracowywanie scenariusza jako adaptacji Lalki nie pozostawiało żadnych wątpliwości, że będzie czymś więcej niż tylko obszernym cytatem, to korzystanie w filmie z fragmentu współczesnej piosenki było dla mnie niejasne. W tej kwestii prawo zostało quasi-subiektywne. Traktuje ono, iż przytoczenie czyjejś własności intelektualnej wiąże się z jawnym potraktowaniem naszego dzieła jako samoistnego tworu, w którym ów cytat tylko pomaga wybrzmieć określonym kwestiom. Należy więc zauważyć, iż przytaczanie czyichś przemyśleń musi być niezbędne dla sprawowanej przez nas krytycznej analizy lub polemiki. W moim przypadku powód użycia danej części piosenki był niezaprzeczalnie ważny dla fabuły i samego określenia stanu mentalnego bohaterki filmu, lecz nadal musiał ograniczać się tylko do znikomej partii oryginału. YouTube nieoficjalnie wyznacza granice użytku muzyki innych twórców na mniej więcej piętnaście sekund, niezależnie od długości utworu wyjściowego. Pomimo tego, iż mogłem ów fakt traktować jako pewnego rodzaju prawną podstawę rozwiania swoich wątpliwości, tak istotne było dla mnie wykorzystanie przede wszystkim samego tekstu singla. A jedna zwrotka trzyipółminutowego utworu może być jego dużą bądź też niewielką częścią. Wszystkie nieścisłości mogło wyjaśnić skontaktowanie się z producentem piosenki i uzyskanie jego zgody na dysponowanie konkretnymi partiami tekstu. Jednakże niekomercyjny charakter mojego projektu zdawał się zaprzepaszczać jakiekolwiek szanse na uzyskanie zadowalającej odpowiedzi. Najlepszym wyjściem okazało się korzystanie z wybranego fragmentu na bazie jego bardzo autorskiego i bardzo wolnego tłumaczenia – stanowiącego pełnoprawną inspirację utworem wyjściowym. Dzięki temu sam film stał się bardziej twórczy, a prawo bardziej zaspokojone.

A co zrobić, gdy piosenkę chcemy wykorzystać w całości? W przypadku mojego filmu najważniejsza okazała się bezinteresowność zespołu, który użyczył mi swojego utworu. Po podpisaniu zweryfikowanej prawnie umowy i ustaleniu scen, podczas których warstwę muzyczną miałby stanowić dany singiel, korzystałem z piosenki – wartości intelektualnej osób trzecich – całkowicie legalnie.

I to wszystko

Niech napisami końcowymi tego artykułu będzie jedna z najważniejszych idei korzystania z własności innych twórców – szacunek do utworu wyjściowego. Jego odpowiednie oznaczenie w finalnych partiach filmu to podstawa, nawet jeśli licencja, na której korzystamy z utworu, tego nie wymaga. Dodatkowo istotna jest pamięć o tym, iż wygodnickie cytowanie czyjejś twórczości może zatracić nasz autorski udział w powstanie dzieła. Również wtedy, gdy proporcje naszego wkładu do wykorzystywanych cytatów mieszczą się w wyznaczonych prawnie ramach.

„Ostatecznym kresem złych i dobrych jest garść popiołu”, którą wkrótce możemy się sami stać. Niech pozostanie żyzna dla przyszłych pokoleń.