Home / AKTUALNE WYDANIE / Rewolucja parasolek trwa

Rewolucja parasolek trwa

Rok 2018 jest rokiem szczególnym. Obchodzimy w nim aż trzy ważne rocznice: 100-lecie odrodzenia Polski, 100-lecie Polskiej Adwokatury, a także setną rocznicę uzyskania praw wyborczych przez kobiety.

Z punktu widzenia innych krajów w Europie i na świecie, jako kobiety wypadamy całkiem nieźle. Uzyskałyśmy prawa wyborcze w tym samym roku, co Niemki, jednak znacznie wcześniej niż Amerykanki, Brytyjki czy Francuzki. Przykładowo, w Szwajcarii kobiety uzyskały prawa wyborcze dopiero w 1971 r. We Francji – po Drugiej Wojnie Światowej. Polki od 1946 r. mają również prawo do posiadania odrębnego majątku i własnego konta w banku. Przywileje te, podobnie jak prawo podjęcia przez kobiety zamężne pracy zarobkowej, Francuzki uzyskały prawie 20 lat później. Niemki do 1957 r. nie mogły pracować bez zgody męża. Niezadowolony z podjęcia zatrudnienia przez żonę mąż mógł bez wiedzy i zgody żony rozwiązać jej umowę o pracę.

Co ciekawe, uzyskanie praw wyborczych przez kobiety w Polsce nie poprzedziła jakaś szczególna fala protestów, którą można by porównywać chociażby do ruchu sufrażystek w Wielkiej Brytanii. Kobiety z parasolkami, które domagały się nadania im praw wyborczych stojąc pod willą Piłsudskiego, wywalczyły sobie te prawa w jedną noc. Polki od dawna były już wyemancypowane. Zmusiły je do tego okresy zaborów, wojen i powstań. Kiedy ich ojcowie, mężowie czy bracia walczyli o wolność, kobiety stawały się de facto jedynymi żywicielkami rodziny. Zmuszone same zarządzać majątkami, od dawna już były przyzwyczajone „ogarniać” całą rzeczywistość na miejscu – w imię patriotyzmu i sprawy narodowej, o którą walczyli ich mężczyźni. Emancypacja polskich kobiet miała miejsce na długo wcześniej, zanim uzyskały prawa wyborcze. Dekret marszałka Piłsudskiego jedynie usankcjonował rzeczywistość. Prawie 100 lat później parasolka znowu stała się jakże żywym symbolem walki o prawa kobiet w Polsce. Pozornie wydawałoby się, że nie są one zagrożone. Polki mają przecież bierne i czynne prawo wyborcze, mogą studiować, podejmować pracę zarobkową, awansować czy posiadać własny majątek. A jednak to właśnie w ciągu ostatnich dwóch lat miała miejsce niespotykana dotąd w kraju masowa fala protestów kobiet, zwanych Czarnymi Protestami. Dlaczego kobiety w Polsce w XXI w. wychodzą na ulicę?

 

Spotkałam się z poglądem, że w państwach totalitarnych, gdzie silne są tendencje nacjonalistyczne, kobieta staje się swoistym dobrem narodowym. Negatywnych przykładów takiego zjawiska daleko szukać nie trzeba. W faszystowskich Niemczech kobiety miały w zasadzie jedno doniosłe zadanie – rodzić dzieci dla III Rzeszy. Od 1939 r. odznaczano wielodzietne matki orderami. Jednocześnie poddawano przymusowej sterylizacji tych, których prokreacja była niepożądana. Zgodnie z art. 47 Konstytucji RP Każdy ma prawo do ochrony prawnej życia prywatnego, rodzinnego, czci i dobrego imienia oraz do decydowania o swoim życiu osobistym. W Polsce obowiązuje jedna z najbardziej restrykcyjnych w Europie ustaw dotyczących aborcji. Możliwość przerwania ciąży istnieje w trzech ściśle określonych sytuacjach – w przypadku ciężkiej wady genetycznej płodu, zagrożenia życia matki czy ciąży z gwałtu. W praktyce jednak często kobieta i tak nie może skorzystać z możliwości, które daje jej obecne prawo, gdyż lekarz może odmówić wykonania usługi medycznej powołując się na klauzulę sumienia. Przykładowo, w jednym ze szpitali na Podkarpaciu, wszyscy lekarze podpisali klauzulę sumienia. Oznacza to dla kobiet z tych terenów bezwzględny zakaz przerywania ciąży. Na mocy obecnie obowiązującego prawa nie ma możliwości wyegzekwowania sytuacji, aby w publicznych placówkach służby zdrowia dostępny był pełen pakiet usług medycznych. Można by to łatwo osiągnąć wprowadzając obowiązek zatrudniania określonej liczby lekarzy, którzy klauzuli sumienia nie podpisali. Klauzula ta to przecież instytucja prawnie bardzo wątpliwa. Czy pracownik szpitala publicznego powinien mieć prawo odmowy wykonania dostępnej i legalnej usługi medycznej? To tak, jakby przeciwnik palenia pracujący w sklepie z tytoniem odmawiał sprzedaży papierosów. Rozwiązania prawne budzące społeczny sprzeciw skutkują zwiększeniem podziemia aborcyjnego i turystyki aborcyjnej. Taka sytuacja naraża zdrowie i życie kobiet. Z drugiej strony mamy program 500+, którego celem jest zwiększenie dzietności społeczeństwa, a którego skutkiem bywa często w praktyce ograniczenie aktywności zawodowej kobiet. Zniesione zostały również standardy opieki okołoporodowej. Wciąż brakuje miejsc w przedszkolach i żłobkach oraz wsparcia kobiet, które łączą macierzyństwo z czynną pracą zawodową. Szczególnie dotyczy to samodzielnych matek wychowujących jedno dziecko, które świadczenia 500+ nie otrzymują. Politycy partii rządzącej podkreślają doniosłość „społecznej roli kobiety”, zapominając jednak, że kobiety z reguły łączą swoją „misję” z pracą zarobkową. Dyskryminuje się panie, które są jedynymi żywicielkami rodziny. Podejmowane są próby dalszego ograniczania dostępu do przerywania ciąży poprzez wyeliminowanie możliwości aborcji w przypadku podejrzenia ciężkich i nieodwracalnych wad płodu. Rodzice niepełnosprawnych dzieci zmuszeni zrezygnować z pracy zarobkowej, aby poświęcić się opiece nad dziećmi (a bardzo często są to właśnie samotne matki) kolejny tydzień protestują w Sejmie, domagając się świadczeń pozwalających na zapewnienie im minimum godnej egzystencji. O co walczą zatem kobiety? O szeroko rozumiane prawa reprodukcyjne. O to, aby artykuł 47 Konstytucji, który te prawa przyznaje każdej jednostce, nie był martwym przepisem. Aby każda kobieta mogła decydować o tym, czy, a jeśli tak, to kiedy i z kim chce założyć rodzinę. Nie chodzi bynajmniej o to, aby zniechęcać kobiety do macierzyństwa. Chodzi o to, aby było ono w życiu kobiety pięknym doświadczeniem, konsekwencją jej własnego wyboru, a nie wiązało się z przymusem ze strony państwa, wyzuciem z godności, lękiem o byt, czy wręcz ubóstwem.

Polskie kobiety są silne, samodzielne i zaradne, przyzwyczajone do ciężkiej pracy i poświęceń. Nie odpuszczą, dopóki nie przestaną mieć poczucia, że ich prawa są zagrożone. Dopóki nie przestaną być traktowane instrumentalnie, a staną się podmiotem wobec prawa. Rewolucja parasolek trwa.