Home / AKTUALNE WYDANIE / Polki do urn! Stulecie praw wyborczych Polek.

Polki do urn! Stulecie praw wyborczych Polek.

Cesarzowi Napoleonowi przypisywana jest ciekawa wypowiedź o udziale kobiet w życiu publicznym: „Kiedy po politycznej walce parlamentarnej wracacie do świątyni domu, dzisiaj spotykacie pokój; w dniu, w którym kobieta zostanie dopuszczona do publicznych urzędów, spotkacie wojnę”.

Dobrą ilustracją dawnego podejścia do praw wyborczych tzw. słabej płci mogą być słowa włoskiego prawnika Riccardo Catteneo, który w 1878 r. pisał: W społeczeństwie chrześcijańskim kobieta powinna zajmować się rodziną i domem, powinna trzymać się z dala od walki politycznej; kobieta nie ma zdolności politycznej. Przypomnieć należy, że wcześniej, w społeczeństwie feudalnym, niewiasta uznawana była za istotę niesamodzielną, niezdolną do sprawowania zarządu majątkiem i występowania w sądzie.

Pod koniec XIX w. podejście do praw politycznych kobiet zaczęło się zmieniać. Od 1869 r. głosować mogły mieszkanki amerykańskiego stanu Wyoming, od 1881 r. Wyspy Man na Morzu Irlandzkim, zaś od 1893 r. obywatelki Nowej Zelandii. W kolejnych dekadach dopuszczano kobiety do udziału w wyborach w następnych krajach, w innych dopiero po 2000 r. (jak w Bahrajnie, Omanie lub Kuwejcie). Jeszcze dziś pozbawione są tego prawa obywatelki Brunei Darussalam.

W Europie dość późno – bo po drugiej wojnie światowej – prawo głosu zyskały Francuzki, Włoszki oraz Rumunki. Zdecydowanie wyprzedziły je Polki, które po raz pierwszy poszły do urn wyborczych już w styczniu 1919 r.

Bezpośrednio po odrodzeniu Rzeczypospolitej konieczne stało się wyłonienie organu przedstawicielskiego, którego głównym zadaniem miało być uchwalenie ustawy zasadniczej. Wcześniej należało określić zasady głosowania. Uczynił to Józef Piłsudski jako Tymczasowy Naczelnik Państwa dekretem z 28 listopada 1918 r. Zapisano w nim, że wyborcami są wszyscy obywatele – bez różnicy płci. Podkreślić należy, że jednocześnie kobietom przyznano również bierne prawo wyborcze. Polki uzyskały prawo wybieralności wcześniej, niż obywatelki Nowej Zelandii, uznawanej za pioniera działań na rzecz równouprawnienia płci w życiu publicznym.

Jak podaje badająca prawa polityczne kobiet prof. Małgorzata Niewiadomska-Cudak, w wyborach do Sejmu Ustawodawczego przeprowadzonych w styczniu 1919 r. udział kobiet był zaskakująco wysoki. Dla przykładu – w Łodzi głosowało aż 78 % niewiast uprawnionych do głosowania, a w Krakowie frekwencja wśród pań okazała się wyraźnie wyższa niż w męskiej części elektoratu. Nasze babki i prababki szybko okazały się gotowe do korzystania z przyznanych im praw politycznych.

Już w 1919 r. wyszło, że Polki nie zamierzają ograniczać się do wrzucania kart wyborczych do urn. Panie gotowe były także do walki o mandaty poselskie. W styczniowym głosowaniu wybrano pięć posłanek, a w wyborach uzupełniających (w Wielkopolsce i na Pomorzu) mandaty wywalczyły kolejne trzy działaczki. Łącznie więc w ławach Sejmu Ustawodawczego zasiadało osiem kobiet. Reprezentowały one różne ugrupowania, od PPS do endecji. Nie była to reprezentacja liczna, ale znacząca. Stanowiła dowód, że obywatelki odrodzonej Rzeczypospolitej nie tylko dopuszczono do oddawania głosów, ale uznawano je również za osoby zdolne do pełnego udziału w życiu politycznym, czyli do sprawowania mandatu przedstawicielskiego. Być może obecność w parlamencie ośmiu posłanek miała dla równouprawnienia płci większe znaczenie, niż dopuszczenie kobiet do oddawania głosów i ich liczny udział w wyborach.

Liczne uczestnictwo kobiet w wyborach i ich udział w pracy Sejmu Ustawodawczego sprawiły, że w działaniach nad kolejnymi konstytucjami II Rzeczypospolitej – marcową i kwietniową – oczywistym było, że żadne z ugrupowań nie opowie się za odebraniem kobietom czynnego lub biernego prawa wyborczego. W tym roku obchodzimy stulecie praw wyborczych Polek. Niestety, w wyborach przeprowadzanych w ostatnich latach okazywało się, że połowa mieszkanek naszego kraju nie zamierza z tych praw korzystać. Pod tym względem polskie kobiety nie różnią się od mężczyzn, którzy również zdają się nie rozumieć, jakie znaczenie ma możliwość dokonania oceny rządzących nami polityków. Okazuje się więc, że samo formalne przyznanie uprawnień nie daje jeszcze świadomości, że warto z nich korzystać. Z pewnością nie zmienią tego stanu zgłaszane ostatnio pomysły wprowadzenia tzw. parytetów dla kobiet – ich autorzy zdają się traktować panie jako kategorię wyborców z założenia niezdolnych do korzystania z posiadanych praw.