Home / AKTUALNE WYDANIE / Czy kobiety są dla siebie dobre?

Czy kobiety są dla siebie dobre?


Czy kobiety są dla siebie dobre?

Adw. Paulina Kieszkowska-Knapik: W całej mojej karierze zawodowej spotkałam się raczej z podejściem female power. W dużych, zmaskulinizowanych firmach skutecznie tworzyłyśmy fronty babskie.

Widzimy teraz coraz większe zaangażowanie kobiet w ruchy społeczne. To ogólnoświatowy trend. Wydaje się, że u nas to się zaczęło od czarnego protestu. Jak myślisz – z czego to wynika?

Wydaje mi się, że wynika to z faktu, że jesteśmy pokoleniem – czy też nasze matki już były pokoleniem – gruntownie wykształconym i w drabinie społecznej aspirującym do różnych ról społecznych, które sprawują mężczyźni. Myślę, że nasze babki jeszcze tego nie miały, bo musiały poświęcić dużo energii na to, żeby w ogóle przetrwać. Więc jesteśmy absolutnie gotowe do wszystkich ról społecznych od dawna, a poza tym w kręgu wartości zagrożonych, znalazły się wprost wartości kobiece. I tak np. ruch „Strajk Kobiet” zogniskował się teraz wokół sprawy kobiecej, chociaż prawnoczłowiecze aspekty zaczęły kuleć dużo wcześniej.

Po pierwsze, baza kobiet gotowych zawodowo, intelektualnie, społecznie, organizacyjnie do zajmowania głośnego stanowiska jest już bardzo duża. A po drugie, tematy, które pojawiły się na wokandzie społecznej, też były bardzo kobiece.

A czy uważasz, że teraz jest jakaś większa potrzeba odpowiedzialności adwokatury za sprawiedliwe prawo albo za zabieranie głosu? Czy to jest coś, czym w ogóle powinniśmy się zajmować?

Ta potrzeba zawsze istniała i była, niestety, wypełniana w bardzo małym stopniu. Jest to – wydaje mi się – jedną z przyczyn, dla których jesteśmy jako społeczeństwo w takim miejscu, w jakim jesteśmy. Myślę, że dużo osób w naszym zawodzie – kobiet też – było zajętych karierą własną bardziej, niż tą częścią społeczną zawodu.
Mnie zawsze wpajano, że nie ma czegoś takiego jak adwokat, który zajmuje się tylko swoimi sprawami klienckimi – w sensie zarobkowym – tylko, że to jest zawód, który ma zaszyte w sobie obowiązki społeczne. Nie musiałam więc do tego dorastać. To było mi przekazane z mlekiem matki, która też była adwokatem, jej ojciec był sędzią, jego ojciec też był sędzią, więc dla mnie to było oczywiste. Jest to również statutowo wpisane w rolę zawodową, więc absolutnie samorząd i poszczególni adwokaci mają nie tylko prawo, ale po prostu obowiązek społecznie się angażować. Jesteśmy zawodem zaufania publicznego, mamy różne gwarancje prawne, które predestynują nas do tej roli, żeby się tymi sprawami społecznymi zajmować. Nie tylko sprawami stricte adwokackimi, czyli bronienia ludzi, reprezentowania ich przed sądem, ale w ogóle w debacie
publicznej.

Dostałaś nagrodę adwokatki roku. Właśnie – jesteś adwokatem, czy adwokatką?

Adwokatką.

A końcówki mają znaczenie?

Mają. Śpiewaczka nie jest śpiewakiem. Są pewne uzusy językowe, które funkcjonują od dawna i nikt się im nie dziwi, ale w niektórych przypadkach idzie to jakoś wolniej.

A z czego to wynika? Od samych adwokatek słyszy się często: ja jestem adwokatem, bo tak mówi ustawa, a adwokatka to jest ciastko z kremem.

To bzdura.

Dlaczego mamy takie kompleksy?

Trzeba iść do przodu, nie zajmować się stereotypami. Myślę, że to jest kwestia uzusów w języku, które należy powoli wypracowywać.
Nagroda adwokatki roku, której jesteś laureatką, została przyznana po raz pierwszy. Uważasz, że jest potrzebna?
Tak. Myślę, że manifestuje się przez nią inny sposób uprawiania zawodu – pomieszanie działań stricte zawodowych z działaniami społecznymi, których wrażliwość w jakimś sensie wynika z cech kobiecych, jakimi są np. większa empatia, otwarcie na drugiego człowieka, które buduje się również przez macierzyństwo (choć wcale nie musi się to odbywać w ten sposób).

Pojawiają się takie głosy, że nie powinno być tego podziału płciowego. Co w ogóle sądzisz o takich inicjatywach, jak zespół ds. kobiet, komórki kobiece w poszczególnych izbach, czy przy naczelnej radzie adwokackiej – czy to jest potrzebne?

To jest potrzebne tam, gdzie wciąż musimy wyrównywać niedobory. W takim zawodzie, jak nasz, tzw. suwaki są nadal potrzebne.