Home / AKTUALNE WYDANIE / Świąteczne Varia

Świąteczne Varia

Varius z łaciny to „rozmaity”. Przez „varia” zaś rozumiemy zbiór różnorodnych tekstów, myśli lub notatek zebranych w jakiejś publikacji. Sięgając do archiwum swojej praktyki adwokackiej znalazłem sprawy, w których zdarzenia medyczne nie budziły wątpliwości, ale same sprawy zawierały interesujące niuanse, którymi na Święta chciałem się jak opłatkiem podzielić.

Nieobiektywny obrońca

W sprawie karnej dotyczącej błędu lekarskiego, pokrzywdzony wnioskował o wyłączenie ze sprawy adwokata – obrońcy oskarżonego, zarzucając temu obrońcy zainteresowanie sprawą i związaną z tym „obojętność wobec prawdy”.

Prawo do obrony jest fundamentalnym prawem oskarżonego. Fundamentalną wartością obrony jest jej skuteczność (co automatycznie oznacza brak obiektywizmu). „Nie działa on bowiem [adwokat] po to, aby szerzyć słowo prawdy aż po krańce świata, ale po to, aby próbować urzeczywistniać dla swoich klientów deklarowaną zasadę równości wobec prawa w ich sprawach” (Roman Tokarczyk, Etyka prawnicza, Warszawa 2006, s. 157). Z chwilą nawiązania stosunku obrończego zaczyna obowiązywać nakaz działania wyłącznie na korzyść bronionej osoby, a tym samym również zakaz podejmowania działań, które byłyby dla niej niekorzystne.

Fałszywe asy w rękawie

Temida to mityczna bogini i uosobienie sprawiedliwości, prawa i wiecznego porządku. Eskulap w mitologii rzymskiej to heros i bóg sztuki lekarskiej. Tak też żartobliwie mówimy współcześnie o lekarzu. Wymiar sprawiedliwości w znacznej mierze od wiedzy medycznej jest uzależniony. Trudna do oszacowania liczba spraw cywilnych karnych nie może być rozstrzygnięta bez zasięgnięcia wiadomości specjalnych u biegłych lekarzy. Lekarz sądowy określa uszczerbki na zdrowiu, niezdolność do wykonywania pracy zawodowej, błędy lekarskie kolegów lekarzy, wydaje zaświadczenia lekarskie, przesądza o konieczności odroczenia rozpraw, et cetera, et cetera. Nic dziwnego, że strony w różnych procesach przemyśliwują, jak na opinię biegłego wpłynąć. Przywołam tu dwa kazusy.

Sąd zawiadomił prokuraturę. Lekarz, już jako podejrzany wyjaśnił: „Ratownik medyczny, z którym jeżdżę w pogotowiu, poprosił o pomoc dla dziecka kuzynki. Historię choroby sporządziłem w oparciu o luźne kartki, które wcześniej wydawałem matce dziecka, oraz na podstawie dokumentacji, którą matka dziecka mi pożyczyła. Nazwy leków przepisałem z karty alergologicznej innego dziecka, które leczyłem”.

Przypadek drugi: W historii choroby pewnej pacjentki prowadzonej przez lekarza rodzinnego znalazł się zapis wizyty (na której nie była), z rozpoznaniem: zaburzenia nerwowe i zachowania agresywne oraz adnotacja o wydaniu skierowania do poradni psychologicznej. Jak się później wyjaśniło, w dacie w historii choroby był mąż pacjentki, który poprosił o skierowania dla żony, bo jak tłumaczył, chciał przeprowadzenia terapii małżeńskiej. Dokonany wpis został już wykreślony. Terapia okazała się pretekstem do wyłudzenia zaświadczenia na potrzeby wytoczonej przez męża Marii R. sprawy rozwodowej.

Profan adwokatem

Justyna B. wniosła z moim udziałem powództwo o odszkodowanie i zadośćuczynienie przeciwko lekarzowi stomatologowi, z powodu wadliwie wykonanych usług stomatologicznych i protetycznych. Przeglądając zasoby internetu, Justyna B. powzięła wiadomość o istnieniu Stowarzyszeniu Ochrony Pacjentów (nazwa fikcyjna) i nawiązała kontakt z jego prezesem – lekarzem patomorfologiem. Prezes przekonał Justynę B, że lepiej poprowadzi jej sprawę i będzie uczestniczył w każdej rozprawie sądowej. Polecił też wypowiedzieć pełnomocnictwo adwokatowi. Justyna B. przekazała prezesowi wynagrodzenie, a ten wystawił jej rachunek za „opinię medyczną pozaprocesową” (pisownia oryginalna) z pieczątką „kierownik Zakładu Usług Medycznych i Opinii Cywilnych” (i był to jedyny materialny dowód jego udziału w sprawie). Wszystkie pisma do sądu zredagowane przez prezesa podpisała Justyna B. W pismach tych odnalazłem takie oto kwiatki: „Treść pism pełnomocnika pozwanego „przekracza granice obrony koniecznej”. Prezes podejmował też inne pozorne działania: Zaprowadził Justynę B. do osoby, którą przedstawił jako biegłego sądowego. Rzekomy biegły potwierdził ustnie zasadność roszczeń. Prezes skierował też Justynę B. do „Centrum Ortodontyczno – Implantologicznego ASTER-MED” celem jej zbadania „pod kątem przydatności obecnie zastosowanych u niej protezowań narządu żucia”. Po wizycie Daniela R. otrzymała zaświadczenie sygnowane: „Prezes Zarządu Centrum Ortodontyczno – Implantologicznego ASTER-MED Nicolas Hahn” o treści „na podstawie wykonanego badania klinicznego i zdjęcia pantomograficznego nie jesteśmy w stanie szczegółowo wypowiedzieć się na temat możliwości leczenia pacjentki”. Prezes systematycznie, bez pokwitowania, pobierał wynagrodzenie za „dalsze czynności”. Ponadto Justyna B. opłaciła cztery podróże Prezesa do sądu, gdzie siedział na ławach dla publiczności, trzy noclegi w hotelach oraz kilkadziesiąt rozmów telefonicznych. Prezes nieustannie zapewniał Justynę B., że sprawa jest wygrana, a czas na jej zakończenie wynosi 10 lat. Łącznie Justyna B. straciła 4500 złotych na działalność Prezesa oraz zapłaciła 3600 złotych kosztów tytułem zwrotu kosztów sądowych dla adwokata strony przeciwnej.

Po przegranej w pierwszej instancji prezes dał do podpisu Justynie B. apelację, która została odrzucona, gdyż pan doktor nie poradził sobie ze sformułowaniem zarzutów i wniosków apelacyjnych oraz prawidłowym wskazaniem wartości przedmiotu zaskarżenia. Ale nadal nie tracił rezonu i przekonywał Justynę, że sprawa wprawdzie jest zakończona, ale „mamy” dziesięć lat na jej wznowienie i przekazał jej – jak zawsze niepodpisane – pismo: „Propozycja ewentualnego powództwa z zaznaczeniem jego terminowości”. Zaproponował w nim, żeby wymieniła mostek i protezę zębową, a wtedy ponownie będzie mogła wystąpić o odszkodowanie i zadośćuczynienie, bo to będzie nowe powództwo. Co więcej, powiedział Danieli R., że „to będzie jeszcze kosztować”. Wobec wątpliwości swojej klientki i naciskania przez nią Ryszard F. przygotował dla niej „wniosek o wszczęcie postępowania kasacyjnego” do „Prokuratora Generalnego za pośrednictwem Ministra Sprawiedliwości”.

Przy reklamie jakiegokolwiek leku zawsze słychać powtarzaną jak mantrę regułę: „przeczytaj ulotkę albo skontaktuj się z lekarzem lub farmaceutą”. Nie sposób jednak – wobec zakazu reklamy, sformułować ostrzeżenia – po usługę prawną zgłaszaj się do adwokata, a nie do profana.

* * *
Opisane przypadki łączy jeden mianownik – realizacja za wszelką cenę własnych interesów. Przysłowie ormiańskie powiada: Złodziejstwo jest także rzemiosłem, pamiętaj o tym, lecz go nie wykonuj.