Home / Szkolenia / Grotniczanie Pikniczanie

Grotniczanie Pikniczanie

To już kolejne takie spotkanie, gdy zwykle spokojna i cicha polana Ośrodka Adwokackiego w Grotnikach tętni życiem.

Coroczny piknik rodzinny 13 czerwca 2015 r. był pełen wspaniałych przygód, od poszukiwania dróg dojazdowych, dla tych którzy nie bywają w Grotnikach często, poprzez wyławianie z krzaków skarbów pirata leśnego, aż po nucenie pod nosem „chwiejnym krokiem do domu” – tyle, że nie „nad ranem”. Oj tak. Po całym dniu na słońcu, niektórzy byli wyczerpani J. Dzieciaki próbowały swoich sił w skokach na max-trampolinie. Do dyspozycji był zamek – dmuchaniec dla maluchów. Atrakcją – jak zwykle – były animacje rodzinne, w których my rodzice mogliśmy nareszcie pokazać naszym dzieciom, że nie jesteśmy tylko nudziarzami z laptopem po pachą. I w tym duchu trwaliśmy … przez kwadrans. Mając nadzieję, że wszystko idzie dobrze, zachwyceni własnymi osiągnięciami przy malowaniu twarzy, lepieniu lalek z łyżki i nawlekaniu na żyłkę drogocennej biżuterii oraz ozdabianiu medalionów, przekonani że mamy przewagę liczebną no i wagową, polegliśmy w rozgrywce ostatecznej przy przeciąganiu liny. Moc była z dziećmi (oraz kilku zdradzieckich tatusiów po naszej stronie, ciągnących „niby” dla nas). Kilkukrotne próby nie dały nic. Przegraliśmy z kretesem, a porażka była o tyle dolegliwa, ze odciski na rękach pozostały przez najbliższy tydzień. Ale za to szczęście maluchów po drugiej stronie liny…. bezcenne J.

Podwyższoną temperaturę organizmów schładzaliśmy zimnymi napojami… różnego rodzaju oraz byliśmy nieustannie polewani przez czarodzieja z węża ogrodowego. I całe szczęście, bo upał był naprawdę chwilami nieznośny. Misterów mokrego podkoszulka zatem nie brakło.

Atrakcją dla dorosłych był jak co roku rajd różnymi odmianami samochodów marki Audi (podobno „Q” – cokolwiek to znaczy J). Niektórzy nawet kilka razy sprawdzali swoje umiejętności rajdowe po bezdrożach Grotnik. Może nie był to rajd Dakar, ale … okoliczni Grotniczanie wyszedłszy po mleko i ser do miejscowego sklepu, mieli częste dejavu widząc te same 4 samochody przemykające tą samą trasą z prędkością… (myśleli, że) światła.

Integracja była widoczna i odczuwalna na różnych poziomach. Koce z najmłodszymi, którzy dopiero co zaczęli pokonywać grawitację, wózki ze starszymi, którzy już mogli obserwować świat w wersji „półpion” no i ci mniejsi, ale już niezależni, za którymi podążali dziadkowie i rodzice, usiłujący nadać pozory kontroli sytuacji. Byli też młodsi – starsi, którzy już mieli swoje sprawy i swoje negocjacje no i problemy komunikacyjne, które kilka razy skończymy się samosądem i łzamiJ. Po południu w okolicach godziny 17.00, gdy animatorzy zakomunikowali, że muszą nas opuścić, miny dzieciaków były smutne i zawiedzione. Trzeba było powoli kończyć grę w piłkę, kometkę, skakanie przez skakankę, przebieranie za królewny i skoki pod niebiosa.

Część Pikniczan powoli rozjechała się do domów, niektórzy – ci bardziej zintegrowani – korzystając z dobrodziejstwa posiadania kierowcy, a część została jeszcze w pobliskich domkach integrując się nadal aż do późnego wieczora na własną już rękę. Było naprawdę miło, ciepło i sympatycznie.

Całą organizacją imprezy zajmował się szef naszej komisji Integracyjno – Kulturalnej mec. Piotr Olszański, któremu bardzo dziękujemy za zaangażowanie, logistykę przedsięwzięcia i fantastyczny pomysł. Obiecał, że na jesieni znowu się spotkamy, na co czekamy już od teraz :).